Wczoraj na piwnicznej imprezie bardzo a bardzo podobała mi się prezentacja o travels.to , a w szczególności ten pomysł z adresami: jako user miałabym za adres strony bluser.travels.to , a adres podstrony o konkretnej podróży brzmiałby na przykład bluser.travels.to/honolulu (no co, pomarzyć zawsze można…). Jako że lubię nowości i lecę na takie błyskotki, czem prędzej się udałam na stronę celem wygenerowania contentu i… i co? I nic. Tam jeszcze nic nie ma. No co za!… Tak samo było z Blipem, noż szlag może Juzera trafić <zła> .
Żeby się trochę pocieszyć, powlokłam się na kanapę. Kilka minut w ogonku do rejestracji (proces rejestracji w serwisach to w ogóle temat na osobną notkę) i mam konto. NaKanapie to serwis, gdzie można sobie poczytać o tym, co inni mają do powiedzenia o danej książce. I samemu coś tam skrobnąć, jak się ma wenę. Plus standardowa nadbudowa w postaci ocen i dodawania do ulubionych. A! I forum też jest. I chmurka tagów. Właściwie nie chmurka, bo brunatna i na dole strony. Takie bardziej podłoże tagów. Na tym podłożu najbujniej wyrasta na razie fantastyka, fantasy i science fiction. Książkowe userstwo najwidoczniej lubi bujać w obłokach, na innych serwisach o literaturze też królują “fanty”.
NaKanapie jest ładne, ma błyszczące guziczki i tak jakoś wyszło, że pierwsza książka, jak mi wpadła do “przeczytanych”, to “Zabić drozda”. To jedna z moich ukochanych książek i już-już miałam zacząć pisać recenzję, gdy mnie przystopowało. No, bo gdzie informacja o tłumaczu? Od lat przepadam za ZD głównie ze względu na świetne, aczkolwiek wiekowe tłumaczenie pani Zofii Kierszys. A ten egzemplarz, który NaKanapie podsuwa do oceny, to jakieś nowe wydanie Rebisu. Mogłam byłam unosić się w recenzji nad zaletami tego dziełka, a potem by się okazało, ze współczesny tłumacz to jakiś partacz i że polecam produkt, który powinnam właściwie objechać z góry do dołu. Nie wiem, kto tłumaczył wydanie Rebisu, możliwe że to wciąż p. Kierszys, ale tej informacji mi zabrakło. A że leniwa jestem i nie chce mi się przeszukiwać netu w poszukiwaniu takich detali, recenzji na razie nie będzie. (Może potem, gdy dojrzeję do drugiego podejścia).
A zatem widzisz, drogi pamiętniczku, droga usera, który szczerze pragnie wygenerować trochę contentu, pełna jest pułapek i trudności…





Wrzesień 3, 2007 o 4:57 pm
[...] Bluser travels to kanapa [...]
Wrzesień 3, 2007 o 5:26 pm
Niestety jesteśmy jeszcze w bardzo wczesnej fazie i nie mamy jeszcze nic do pokazania publicznie.
Pozdrawiam.
Co prawda już teraz zaczynamy trochę o projekcie mówić, żeby zweryfikować nasze pomysły i zebrać nieco feedbacku, co pozwoli nam stworzyć jeszcze lepszy produkt – ale na obejrzenie czegokolwiek musisz niestety jeszcze poczekać kilka miesięcy.
Wrzesień 3, 2007 o 8:27 pm
To ja chociaż proszę, żeby mi zaklepać login
Wrzesień 4, 2007 o 1:00 pm
Nie będziemy zaklepywać, ale zostaw u nas na stronie swojego maila, a na pewno będziesz jedną z pierwszych “webowców” zaproszonych do bety – więc Twój login powinien być wtedy jeszcze wolny (zaraz po zakończeniu okresu beta testów, w których uczestniczyć będą tylko podróżnicy).
Wrzesień 4, 2007 o 1:16 pm
Miło, że nas zapamiętałaś
Planujemy mieć także informacje o tłumaczu, ilustratorze, redaktorze.. ale to jeszcze nie dziś.
Wrzesień 5, 2007 o 1:29 pm
To dobrze, bo już się bałam, że znów biedny tłumacz będzie niedoceniony…