Rok szkolny się zaczął i tramwaje zapełniły się radosnym świergoleniem młodzieży oraz ich telefonów. Właśnie zdałam sobie sprawę, że ten jazgot będzie mi towarzyszył aż do czerwca w drodze do pracy i z powrotem, nie nastraja mnie to pozytywnie, więc dzisiejszy wpis będzie aspołeczny.
Trudno nie zauważyć, że coraz więcej serwisów stara się być społecznościowymi. Stare portale coraz bardziej eksponują swoje fora, czaty i inne blipsy, nowe serwisy już na starcie skupiają się przede wszystkim na akcentowaniu tej swojej superspołecznościootwartości i… i nic mnie bardziej nie wkurza! Kiedy wchodzę na jakąś stronę i natychmiast z miejsca krzyczy się do mnie: przyłącz się! poznaj fajnych ludzi! podziel się tym co masz! – włącza mi się komenda ” w tył zwrot”.
Mam wrażenie, że na początku serwisy służyły Userowi jako jednostce. Pisał on na forach, wrzucał gdzieś tam fotki czy filmy nie po to, żeby się wkupić w łaski społeczności, ale dla własnej satysfakcji. Zawieranie znajomości i informacje zwrotne w postaci ocen czy komentów to był tylko dodatek, efekt uboczny. Teraz – mam wrażenie – to nie user jest ważny, tylko społeczność. Bardziej będzie się dbało o trzy osoby, które “tworzą więzi” (czyt. wymieniają się komciami, oceniają swój content, rozmawiają na forach) niż o dwudziestu użytkowników-odludków, którzy mają w nosie to, co w serwisie robią inni.
Wydaje mi się, że Internet to sieć ludzi w większości nieśmiałych. Ci naprawdę komunikatywni, otoczeni radosnym tłumem przyjaciół nie mają czasu ani potrzeby, żeby się bratać z ludźmi z netu. Kiedy taki nieśmiały user wchodzi na portal i na początek dowiaduje się, że tu! pozna! paczkę! fajnych! ludzi! z którymi! może! się! podzielić! plikami! i! czymkolwiek! innym!, to po pierwsze przyjdzie mu do głowy, że w taki razie on tu nie pasuje. Bo:
1. on sam może nie jest fajny i nie ma niczego ciekawego do udostępnienia (mówimy o takim nieśmiałym lekko zakompleksionym userze),
2. skoro ta fajna paczka już tu istnieje, to pewno tworzą zamkniętą grupę i on będzie kimś obcym,
3. bo z jakiej racji on ma się w ogóle czymś dzielić (baaardzo rzadko w serwisach społecznościowych pojawia się zasadnicza informacja PO CO ja mam tu tworzyć content i co ja – user, nie właściciel portalu – z tego będę mieć. Ale o tym kiedy indziej).
Ja tam jestem portalowym egoistą. Przede wszystkim interesuje mnie, które funkcje danego serwisu przydadzą się konkretnie mi jako jednostce. Innych userów mam w nosie, przynajmniej na początku, kiedy są dla mnie tylko anonimową masą kompletnie obcych ludzi. Jeśli kogoś z nich poznam bliżej, coś tam skomentuję albo ocenię – fajnie. Ale mogę bez tego żyć. Problem w tym, że niektórzy userzy, ogłuszeni falą uderzeniową tych społecznościowych haseł (tysiące ludzi będzie oglądać twoje zdjęcia! poznasz setki fajnych lasek! pracodawcy będą się o ciebie bić!) wrzucają do serwisu jakiś content i naiwnie wierzą, że natychmiast zleci się tłum fanów. Co się z reguły nie zdarza, albowiem:
1. albo serwis jest za duży i trzeba być naprawdę dobrym, aby się wybić, albo serwis jest startupem w początkowym stadium rozwoju i nie ma jeszcze użytkowników, którzy mogliby się stać potencjalnymi fanami,
2. userzy są z natury rzeczy egoistami i wolą być idolami niż cudzymi fanami,
3. content jest zwyczajnie słaby i można go co najwyżej objechać.
User czeka zatem, aż posypią się komentarze i entuzjastyczne oceny, oczywiście nic z tego, więc zniechęcony odchodzi gdzie indziej.
A zatem – nie wmawiajcie userom już na wstępie, że na 100% poznają fajnych ludzi i że odmienicie ich życie – bo nie jesteście w stanie tego zagwarantować. Powiedzcie o tym, co możecie im zagwarantować na pewno.
Łopatologicznie:
“dołącz do społeczności zakręconych podróżników i pokaż swoje zdjęcia z wakacji” – ŹLE
“zachowaj tu swoje zdjęcia, abyś mógł do nich wrócić, gdy zatęsknisz do wakacyjnych klimatów” – DOBRZE
A komenty i znajomości przyjdą później, przy okazji, być może… Nie wiem dlaczego twórcom serwisów społecznościowych wydaje się, że userzy to takie wesołe cząsteczki wykonujące ruchy Browna dla samej radochy obijania się o siebie. Niestety. Nie ma tak łatwo…





Wrzesień 3, 2007 o 11:34 am
‘userzy to takie wesołe cząsteczki wykonujące ruchy Browna dla samej radochy obijania się o siebie’.
Wrzesień 3, 2007 o 3:19 pm
o część Jolinda
jestem twoją cichą idolką, ale z zasady nie komentuję – uważam, że twoje wpisy są świetne jako całość i ogon w postaci mojego komcia jest już zbędny
Wrzesień 3, 2007 o 10:49 pm
O Stara…. no normalnie teraz to mi pojechałaś
Dzięki, że bywasz.
Doceniam.
Zaglądać będę.
Całusy,
JL