Logozmora

Nie lubię się rejestrować. Nie lubię udowadniać swojej inteligencji ani nadwyrężać wzroku wpisując do tabelki literki z coraz bardziej powyginanych captchy. Nie lubię musieć wpisywać dwa razy hasła; to zabezpieczenie jest dla mnie zupełnie bez sensu, bo i tak wypełniam drugie pole metodą drag&drop. To samo dotyczy konieczności wpisywania dwa razy e-maila w niektórych formularzach. Nie lubię, kiedy ktoś mi wytyka, że hasło jest zbyt krótkie lub zbyt proste albo ma za mało cyferek. Nie lubię, gdy login nie zostaje zaakceptowany, ponieważ zawiera absolutnie niedozwolone i niebezpieczne dla systemu znaki, np. kropkę. Nie lubię, gdy system długo międli dane, zanim mi wyświetli informację, że login jest zajęty. Nie lubię podawać poufnych informacji, takich jak data urodzenia, jak korzystam z Internetu i kto mi powiedział o serwisie. Nie lubię ujawniać płci, chyba że służy to do spersonalizowania komunikatów. A już do szału doprowadza mnie znikanie danych z wszystkich wypełnionych już pól, gdy przez pomyłkę coś wypełnię źle lub zostawię puste. Nie lubię też musieć włazić do poczty, żeby kliknąć w linka potwierdzającego rejestrację. Nie lubię czekać, aż mail z linkiem łaskawie pojawi się w mojej skrzynce. Nie lubię, gdy GMail kwalifikuje mail z linkiem jako „Spam”.

Bardzo dużo tych „nie lubię”. Jeśli mam akurat zły humor, to wystarczy jeden z wymienionych wyżej czynników, by zrezygnować z rejestracji. Najbardziej denerwuje mnie nadmiar informacji, które trzeba podać. Jak to już można wywnioskować z moich poprzednich wpisów, lubię wiedzieć, PO CO mam wykonać daną czynność. Jeśli coś wydaje mi się bezzasadne, to tego nie robię. Muszę być bardzo zdesperowana, żeby zarejestrować się w serwisie, który żąda ode mnie nadwyżki danych.

Oczywiście, pojęcie „nadwyżka” może oznaczać różne rodzaje danych. Pod tym względem rozróżniam trzy odmiany usług.

1. Serwisy, które są w jakiś sposób związane z moimi pieniędzmi, np. Allegro, PayPal, banki internetowe. W ich przypadku akceptuję konieczność podawania dokładnych danych i przechodzenia przez różne dodatkowe procedury.

2. Serwisy, którym powierzam informacje, których nie chcę ujawniać osobom postronnym, np. skrzynki e-mailowe. Tu już będę fukać, jeśli ktoś mi każe podać adres domowy i datę urodzenia (po co?), ale zniosę jedną czy dwie dodatkowe procedury bezpieczeństwa.

3. Serwisy rozrywkowe, społecznościowe – treści, które publikuję w takich serwisach, są jawne i z reguły błahe. Nie widzę sensu w konieczności pokonywania zasieków już na wejściu. Jeśli np. wejdę na jakiś babski portal i odczuję potrzebę przyłączenia się do pasjonującej dyskusji o ciuchach z Allegro, to nie będę wypełniała dziesięciu tabelek tylko po to, by poinformować świat, że właśnie kupiłam sobie niebieską sukienkę w groszki. Zrezygnuję z dyskusji i pójdę gdzie indziej.

Moja gotowość do wypełniania formularzy rejestracyjnych jest zatem wprost proporcjonalna do wagi i poufności treści, które chcę w nich zamieszczać.

Tak, tak, wiem, że żądając ode mnie tych captchy i pytań kontrolnych, tych zwierzeń dotyczących wieku, upodobań i lokalizacji, twórca serwisu chce tylko mojego dobra. Chce strzec mego bezpieczeństwa i chronić mnie przed reklamą, dla której nie jestem targetem.

Ale jeśli formularz mnie zniechęci i zamiast się rejestrować, pójdę sobie w siną dal, to kogo będzie strzegł ten nadopiekuńczy twórca?…

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.